“I am who I am not… I have my demons and they want to go out… so I paint… just because sometimes it is the best cure.”
Kobaltowa Wrona/Chepcher Jones
I started to paint, because I fell in love. Fell in love with an Island – Bornholm. Earlier I felt lost, I was depressed, could not understand why I was born in a wrong place of the world. And then, suddenly I met Her. An Island. My Goddess. My Mother and Creator. Finally here I found out, that I can be who I really am. I do not have to be ashamed. I can believe in this what I believe. I can wear what I like to wear… and I can feel so much more than ever… than I ever could.
For years I was trying to change my life and move on Bornholm. To be here, not just be in love… And finally it succeeded. My paintings, but also my written stories, talk about my long journey. About this how it started. How I found out, that the place in which I was born is not my HOME.
How I finally could breath the magic, nature… be free.
And feel free.
Breath free, think free… finally create!
But it is also a story of meeting Someone. Someone so old and so wise, so surprising. Beautiful and amazing. Giving but also wanting something back. And in fact I will do anything for Her.
She is all I have… She inspires me, and make me full of ideas.
She is my Goddess.
She lets me be a crazy woman who is surrounded by bears, books and magic.
Maluję, tak jak piszę. W pełnej niemocy świadomości. Opętana przez siły, którym nie umiem się przeciwstawić, albo zwyczajnie nie chcę? Może tak jest łatwiej, nie wyjaśniać tego, co zmusza mnie do chwycenia pędzla, tego co kieruje moimi palcami…
Nie wiem.
Po prostu maluję.
Jako dziecko nie przepadałam za plastyką i przyznaję, że tzw. matka odwalała za mnie zadania domowe. Zawsze mi mówiono, że nie mam do tego talentu. Lepiej, raczej nie mam talentu do czegokolwiek. Może dlatego teraz się buntuję i podświadomość pragnie udowodnić sobie, że wszyscy się mylili?
Potem nagle zaczęłam malować. Pisanie już chyba zwyczajnie mi nie wystarczyło, by wypędzić z siebie obrazy, demony, myśli… miał to być etap leczenia depresji, co jak co depresja została i ma się całkiem dobrze, a ja wciąż maluję. Zresztą, depresja to chyba też ja…
Tak naprawdę nie wiem dlaczego maluję. Nie wiem dlaczego piszę… robię zdjęcia. Nie wiem. Wiem, że widzę świat inaczej i to nie tylko dlatego, że… w ogóle bardzo słabo widzę. Od zawsze dla mnie świat był zaskakujący. Potem okazało się, że powinno się go widzieć inaczej. Ale jakoś choć łatwo ulegałam perswazji w punkcie widzenia świata nie dałam się złamać.
Dla mnie wszystko ma duszę… i moje potrójne ja nie zamierza dorastać nigdy( zawsze tak było, nie chciałam być dorosła, bo to nudne). Albo dorastać tylko do punktu, w którym czuję dziwną radochę, że ja mogę sobie kupić loda w zimie a dziecko, które pragnie być dorosłym nie?
I mogę kupic misia, bo jestem zwyczajnie wariatką w wieku prawie średnim!
I mogę mieć dom złożony z książek, bo uciekłam na Wyspę i dobrze mi z tym!
Wyspa… tak, to całkiem inna historia, ale też ta sama opowieść… Znajdziecie JĄ w moim malowaniu, pisaniu i zdjęciach.
Bo Wyspa i ja, to to samo…
Chepcher Jones/Kobaltowa Wrona
(Obrazy i wszelkie inne ucieleśnienia szkód na umyśle, do nabycia w Listed, Bornholm DK)








